czwartek, 3 lipca 2014

5.Oszust i prawda

-Czy coś dla ciebie znaczę?
Mary nie wierzyła własnym uszom. Jej przyjaciel(bynajmniej dotąd tak sądziła) pyta czy coś dla niej znaczy.
-No Remusie oczywiście...przecierz jesteśmy przyjaciółmi....
-Ale wyśmiewałaś się ze mnie ze Snapeem przed klasą od eliksirów gdy mnie....yyy to znaczy...gdy byłem u mojej mamy bo jak wiesz jest...ekhm chora-powiedział powoli Lupin puszczając jej dłoń.
Macdonald zamurowało. O.na nigdy nie powiedziała złego słowa o Remusie zwłaszcza ze Snapeem...
-To....to nie prawda nigdy z nim o tobie nie rozmawiałam..Remusie przykro mi ale...
-Syriusz trierdzi co innego..-zaczął wolno Remus
-Syriusz?Syriusz Black ten Syriusz, któremu dałam kosza parę tygodni temu? Ten sam? I ty mu wierzysz. Pomyśl on nienawidzi Severusa a może chce się na mnie zemścić a to by była świetna okazja....
Lupin uderzył się w głowę.
-No jasne jaki ja byłem głupi..że też wcześniej o tym nie pomyślałem... ale czemu?
Mary już chciała coś powiedzieć ale przerwała jej głośny krzyk Pottera.
-ALE NIE PROSZĘ...JA OCH..AŁA...NIE LILY ...EVANS...AUUU.PROSZĘ.
Z dormitoruim wybiegł James Potter a za nim wściekła Lilka. W ręce trzymała różdżkę którą sprawiała że książki lewitowały nad Potterem i uderzały w niego z wielką siłą.
-Dobra co ....
-AŁA AŁA CO TY..
-Halo słyszy....
-AŁA TO BOLI...
-NO ZAMKNIJ SIĘ POTTER!
James Potter sponrzał na nią spode łba ale się zamknął.
-Dzięki . A teraz może się dowiemy o co chodzi Lily?
Lily wzięła głęboki wdech i powiedziała:
-Ten gamoń próbował z Blackiem znowu zaatakować Snapea a gdy zobaczyli że ich słyszę zaczęli mnie wypytywać o Snapea. a gdy nie chcaiłam im nic powiedzieć Black zaczął gadać że ty-wskazała ręką na Mary-ostatnio w sobotę wieczorem spotykałaś się z Mulciberem i Averym na jakimś kułku śmierciożerców...
Mary poczuła że coś się w niej gotuje.
-Ale to nie możliwe bo w tę sobotę byłam w bibliotece a wgl było też tam paru krukonów..-zaczęła Mary
-No wiem ..więc walnęłam Pottera bo jeszcze potakiwał Blackowi..
-A wogóle gdzie jest Syriusz Black... mam do niego parę pytań-zwróciła się Mary do Pottera
 Zrobiła się cisza. Wszyscy patrzyli na Pottera.
-Ktoś mnie szukał?
Do Pokoju Wspólnego wszedł właśnieSyriusz Black.
-Tak ja mam do ciebie sprawę-powiedziała Mary
Black chyba zrozumiał że nadchodzi niebezpieczeństwo.
Czy coś się stało Macdonald?...
Odwrócił siei zobza sobą Paige.Mary wzdrygnęła się. Ostatnio ostro pokłóciła się z Carey i teraz wzajemnie utrudniały sobie życie. A raczej to Carey Mary bo Paige została oblana sokiem dyniowym(oczywiście przez przypadek)przed całą szkołą.
-To pokój Gryfonów Carey zabłądziłaś?-powiedziała przez zęby Mary.
Black objął ramieniem Paige
-Nie pozwalaj sobie Macdonald... Remusie zostaw ją nie widzisz że to przyjaciółka Śmierciożerców..
Rzucił Mary mordercze spojrzenie ale miba mu się zmieniła gdy zobaczył ... że Mary ma oczy pełne łez. Ona taka twarda a teraz płacze.
-Nie wiem Black skąd masz te plotki ale nie są ons prawdziwe... prędzej umrę niż do nich dołączę... skąd ty...-zaczęła Mary
-Pde mnie-powiedziała Carey
Black pocałował ją.
-Paige widziała cię i powiedzial wszystkim że trzymasz się ze śmierciożercami..
Mary odepchnęła Syriusza i pobiegła do swojego  pokoju.Chciala być jak najdalej od nich. Wiedziała że to nieprawda ale wszyscy uwierzą Blackowi....

Na dolewszyscy stalli w osłupieniu.
 -Paige-zaczął niepewnie Remus-jesteś pewna że to była Mary. wiesz trochę ją znam i chybanie jest zdolna do ....
Paife zrobiła zadowoloną minę.
-W stu procentach.

Przez kolejny miesiąc Mary siedziała przygaszona. Nawet Lilka i Em był bezradne. Pewnego dnia Mary szła korytarzem . Była północ. Nikogo już nie było. Macdonald musiała się przejść a mogła to zrobić tylko teraz bez zbędnych gapiów. Afera w Pokoju Wspólnym szybko rozniosła się po całej szkole. Nagle usłyszała szloch i zorientowała się że to płacze Carey
-Paige nie okłamuj mnie widziałem przed chwilą was i słyszałem o czym rozmawialiście..
To był Syriusz Black. Był chyba nieźle wzburzony.
-Ale Syri to nie tak..Ja musiałam...ona ośmieszyła mnie przed cała...
-ONA się potknęła i niechcący wylała sok a ty jej zrujnowałaś życie..-mówił Black a Mary zaczynała rozumieć o co chodzi...
  -Należało się jej.. wiesz co Mulciber mial rację... nie jejsteś taki jak brat... ale jeśli popracować..
-Odsuń się odemnie Carey-powiedział Back przez zęby-ty jesteśtaka pusta zrozum to koniec! I bądź pewna że tego tak nie zostawię...
Rozległ się szlocj i błagania ale Black buł .ie wzruszony. Nagle Carey krzyknęła:
-Dobrze jak chcesz Cr .
-Expeliarmus
Mary wyskoczyła zza rogu i wycelowała różdżkę w Carey. Następnie rzuciła drugie zaklęcie i na twarzy Carey pojawiły się ochydne pryszcze.
-Kochana Paige te pruszcze nigdy nie znokną to naksilniejsze zaklęcie ... papa ..
Nagle.usłyszała za sobą klaskanie. To był Syriusz Blacl...
-Co ty tu robisz powinieneś dawno odejść-krzyknęła Mary
Spojrzała na niego ze łzami w oczach. Tyle przykrości jej narobił a ona jeszcze uratowała go przed klątwą...
-Mary ja..-zaxzął BlackMacdonald zrzuciła na niego zaklęcie spowolnieniai pobegła do wierzy Griffindoru. Rzuciła się na łóżko i zaraz zasnęła.

Wstała około czwartej. Była sobota więc wzięła plaszcz i wyszła na błonia. Usiadła pod drzewwm. Musiała wszystko przemyśleć. Całe to zamieszaniez Carey a jeszcze dwa dni do SUMów. Nauczona była świetniwe oto się nie martwiła. ale tyle nerwów.... Po paru godzinach poszła do szkoły na śniadanie. Miała już skręcać do głównego korytarza gdy usłyszała za sobą:
-Głodna?
Odwróciła się i zobaczyła Blacka. W ręce trzymał pełen talerz grzanek i butelkę soku.
-Możemy sieprzejść zjemy na dworzu?-zapytał. ale nie był to ten pogardliwy ton którym mówił o niej od póroku .Ten był ciepły i przyjazny..
-To chyba nie najlepszy pomysł Black. Ostatnio zadobrze soę układa. Znaczy gorzej niż zawsze.
Syriusz Black zrobił smutną minę.
-Szkoda bo pomyślałem a śniadanie dopiero za dwie godziny.. i chciałem coi już przynieźć bo zobaczyłem cię pod drzewem ale nie ważne...
-Jak za dwie godziny przecierz jestem tu już od trzech godzin!-Powiedziała Mary
-Dzisiaj zmiana godziny zapomniałaś? To jak będzie ?-zrobił błagalną monę.
-A masz czekoladę ...-zaczęłaAry
-Bez czekolady noe ma śniadania -powiedział zuchwale Black-znaczy dla mnie-zreflektował się
Mary uśmiechnęła się. Chyba po raz pierwszy od długiego czasu
-Dla mnie też.. Oj już dobrze  pójdę zjeść z tobą to śnoadanie.
Zaprowadził ją pod dąb i rozłożył piknik. Chyba juź wcześniej to zaplanował bo miał nawet przygotowany koc i szklanki.
Zjedli pyszne śniadanie
-Dzięki a i Black jesteś od czekolady-uśmiechnęła sięMary
Wytarła mu z policzka czwkoladę.
-Dzięki-wwydukał Syrousz-Mary posłuchaj ja...cię chciałem przeprosić za to co.. nie wiedziałem ..Paige to kretynka.. głupio mi że tak wyszło
-Wiem to nie twoja wina wybacza...
-Jak nie moja...oh że ty jesteś dla każdego taka dobra... przecież jak mogłem sądzić że ty wogóle możesz rpzmawiać z Śmierciożecrami ..
-To nie twoja wina naprawdę
Siedzieli w zupełnej ciszy  przez parę minut
-Jeszcze nie podziękowałem ci za uratowanie przed Cruciatusem...
-Musiałam nie zasługiwałeś na to..
Black przysunąl się do niej i przytulił.
-Dzięki-wyszeptał
Mary siedziała nieruchomo. W końcu Black ją puścił. Nagle spojrzała w jego szare oczy..Black złapał jąza rękę.. Mary serce zabiło szybciej.
-Jesteś cudowna-powiedziałi uśmiechnął się.
Wstali i poszli do wierzy Griffindoru. Wszyscy byli już na śniadaniu. No prawie wszyscy.
-Chodź do mojego dormitorium i tak nikogo nie ma ... będziesz sienudziła
Zaprowadził Mary do pokoju piątoklasistów. Mary uśmiechnęła się na widok ich pokoju. Dokładnie tak go sobie wyobrażała. Bałagan ale umiarkowany. Mn9steo rzeczy związanych z Quidichem nauką i ...motocyklami.
-Kocham motory w przyszłości mam zamiar kupić sobie jeden-wyjaśnił Syriusz
-W następnej klasie zwolnią się miejsca w drużynie Griffindorupozycje ścigających. kapitanem jest James więc może uda mi się dostać do drużyny..-dodał
-To będziesz mial rywalkę teżchcę dołączyć-powiedziała Mary
Przez jakiś czas rozmawiali jeszcze o tym ale potemuwagę Mary przykuła ściana naprzeciw drzwi. Poprzyklejane były na nich zdjęcia. Zdjęcia na których były ...
-Co robią tu zdjęcia moję Em i Lilkico-zaputała Mary
Syriisz jużchciał odpowiedzieć gdy do pokoju wpadł Jes Potter.
-Rogaczu ty wszystko umiesz zniszczyć-westvhnął Syriusz
-Oj nie przeszkadzam
-Za pòźno -powiedziała Mary- w sumie i tak ujuż wychodzę pa chłopaki. Dzięki Blzanczy Syriuszu za śniadanie
-Zaczekaj-krzyknął Syriusz -bo w wakacje przyjeżdżają do mnie chlopacymoże ty byś też cjciała -zapytał Syriusz cicho . Tak cich żeby James nie dosłyszał
Mary zastanoeiiła się
-Ok jak to nie problem
-Naprawdę?To super to z pociągu do domy pajuj mi się i Błędnynm Rycerzem na Grimmuald Place będę czekał...-powiedział uradowany Black
Odszedł ale przed samymi drzwiami cofnął się i  dał jej buziaka i szybko zniknął w pokoju

-Że niby Black pocałował cię tak?
Były w pokoju i pakowały się bo jutro wracali do domów. Mart zebrała się na odwagę i powiedział dziewczyną że Huncwoci nie są wcale.tacy wredni.
-No bo się ucieszył że przyjeżdżam
-Ale nie caluje się ze szczęścia w USTA co to ma znaczyć-Lily nie mogła się powstrzymać
-Nie słuchaj jej jest w szoku to super graruluję że się lubicie-powiedziala Em-tylko nie zapominaj się przy nim to jednak Black i uważaj na niego
-Jasne będę. Dobra ja już idę spać bo jutro nie mogę soę spóżnić na Ucztę-powiedziała Mary i położyła się do łóżka
To będą ciekawe wakacje, na pewno-pomyslała i zasnęła

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz