28 września. Ciepły i sloneczny dzień
-Mary wstawaj bo nie zdążymy przez ciebie na ucztę pożegnalną.!
Macdonald niechętnie otworzyła oczy
-O CHOLERA! Czemu nie obudziłyście mnie wcześniej przecież zostało tylko 1p minut bo się spòźnimy... szybko!
Lilka i Em spojrzały nawzajem na siebie ale nic nie powiedziały.
Po dziesięciu minutach były już na dole. Mary jeszcze starała się ugładzić włosy i wyprostować pogniecioną szatę, gdy wszodziły do Wielkiej Sali.
Jak zwykle Dumbledore wygłosił swoją mowę i pojawiły sięwspaniałe potrawy.
-Myślałam że już się nie doczekamy-zawołała Emma.
Nagle znikąd pojawili się huncwoci.
-Cześć dziewczyny! Smakuje wam jedzenie-zawołał Potter
-Smakowało lepiej jak was tu nie było- warknęła na nich Lilka.
-Też się cieszę Liluś-Potter wyszczerzył zęby w uśmiechu ale zaraz potem oberwał pucharem w głowę i się zamknął.Reszta uczty minęła w podobnym stylu. Potter gadał jak najęty a Lilka wrzeszczała i rzucała zaklęcia.
Potem do podium podszedł dyrektor i na Sali zaległa cisza.
-Mam nadzieję że uczta wam smakowała-powiedział z uśmiechem- tak zakończył się nasz rok szkolny. Spotkamy się dopiero za dwa miesiące i mam nadzieję że będziecie wypoczęci i chętni do nauki w kolejnej klasie. No to terza ma wam jeszcze tylko jednow do powiedzenia: Do zobaczenia i zmykajcie
Wszyscy wyszli z Wielkiej Sali i skierowali się do powozów.Gdy znaleźli się na stacji w Hogsmead Mary szybko pobiegła do pociągu. Zajęła miejsce w ostatnim przedziale i czekała na przyjaciółki, które najpierw poszły odwiedzić profesora Slaghorna w jego przedziale. Po dziesięciu minutach oczkiwania drzwi do przedziału się otworzyły i stanął w nich Syriusz Black
-Wolne?
-O to ty..spodziewałam się Lilki i Em.. ale jak nalegasz...siadaj
Black usiadł, a raczej rozwalił się na reszcie jej ławki.Oczywiście ławka była dla niego za krótka więc położył się na Mary.
-Black nie przesadzaj już ta ławka nie jest taka mała..-powiedziała Macdonald i próbowała wstać. W końcu po dziesięciu minutach udało się jej wstać
-Idę do łazienki zaraz wracam
Po chwili wróciła i szok! W przedziale siedzieli już wszyscy huncwoci i (niezbyt z tego zadowolone) Lily i Em.
-Ooo ile was tu jest miały być tylko same dziewczyny....
-Wybacz Macdonald ale wszystki przedziały były zajęte-powiedział Potter
-Więc po prostu uznałeś że wprosisz się nam do przedziału który specjalnie zajèłam-zawołała Mary
W końcu rad nie rad musiala zaakceptować huncwotów w przedziale i brak możliwości ostatniej prywatnej rozmowy z przyjaciółkami. Po dotarciu do Londynuwszyscy zaczęli wysiadać z przedziałów Mary zawołała:
-Zaraz was dogonię!
Zaczęła ściągać bagaże z półki. Stanęła na palcach żeby dosięgnąć ostatnich rzeczy.
-Dasz radę?-usłyszała za sobą i zaklęła w duchu myśląc że to Black. Odwróciła się żeby go zwymyślać ale zamiast tego zobaczyła Snapea.
-Oh to ty... yyy tak dam radę. Dzięki
Przez chwilę rozmawiali ale potem Snape odszedł od niej do jakiś Ślizgonów którzy stali w kółku i przyzywali do siebie ręką
/To do zobaczeni-powiedział jej i odszedł
Mary westchnęła i zajęła sieostatnią skrzynką. Tego nie lubiła w Snapie. Że tak inponowali mu śmierciiożercy.Po powrocie do domuprzypomniała sobie o obietnicy danej Balckowi
/Mamo?-zaczęła
-Tak?
-Bo mój... to znaczy moja koleżanka zaprosiła mnie do siebie na wakacjei czy mogłabym-chciała powiedzieć odwiedzić ją ale przez okno wleciała piękna sowa i wylądowalła z gracją na stole zostawiając przed nią list. Był zaadresowany do niej. Otworzyła go i zaczęła czytać:
Droga Mary
Z tymi wakacjami to odwołane nie możesz przyjechać do mojego domu. Moi rodzice nie wyjechali na wakacje i dowiedzieli się że was zaprosiłem. Szczerze mówiąc to może lepiej bo wreszcie się od nich uwolniłem
Przepraszam cię bardzo. Jesteś cudowna.
Syriusz
P.S. Do zobaczenia i..
Reszta listu była zamazana. Co to znaczy że się od NICH uwolnił. Jest cudowna... ale to nie ma teraz znaczenia . I co zamazał na tym liście
-Wiesz co mamo jednak ja nie chcę jechać ..ja ..yyy... idę się przejść
-Dobrze ale nie za długo bo robi sieciemno.
No trudno . Szkoda że nie może go odwiedzić Mary wiedziala że Syriusz jest ze starożytnego rodu czystej krwi ale nie pamiętala żeby tym się szczycił. Dziwiła się w sumie że trafił do Gryffindoru. Zawsze chciała wiedzieć w jakim domu mieszkają takie szlachetne rodziny. W pierwszym miesiącu wakacji odwiedziła z rodzicami Irlandię. W drugim odwiedziły ją Lily i Emma. Dzień przed podróżą na pokątną Mary poszła na spacer. Nudziła się sama w domu a zostały dwa dni do rozpoczęcia szkoły. Gdy tak szła zorientowała się że jest już północ. Zrozumiała że pora wracać. Było bardzo ciemo .Po jakiś dwóch godzinach miała dosyć. Jakim cudem tak daleko poszła. Wiedziała że do domu dzieli ją jakieś pół godziny drogi. Rozpoznała to po wielkim żywopłocie który najprawdopodobniej otaczał wielki piękny dom. Nigdy sienie zastanawiła nad sąsiadami. Od kiedy pamiętala rodzice przygotowywali ją do Hogwartu. Nagle otworzyła się wielka brama wjazdowa. Mary przyspieszyła bo chciała zobaczyć kto tam mieszka. Okazałosię że to tylko jakiś mężczyzna wyrzucający śmieci. Przeszła koło nieznajomego gdy usłyszała za plecami:
-Cześć Mary!
Odwróciła się szybko i zobaczyła.... Syriusz Blacka. Szook przecież on nie powiedział jej że tutaj mieszka. Grimmuald Place to chyba w Londynie.
-O hej Black co tutaj robisz?-zapytała zszokowana.
-Yyy no bo widzisz Mary ja tak jakby mieszkam tutaj..?-powiedział powoli
-Wiesz co a może opowiesz mi o tym u mnie bo jak widzę to dłuższa historia
Black zgodził się od razu. Poszli do jej domu. To co powiedział jej Black wstrząsnęło nią.
-Więc chcesz mi powiedzieć -zaczęła powoli-że uciekłeś z domu i zamieszkałeś u Pottera... Ej czyli on mieszka tu znaczy niedaleko... znaczy jesteśmy sąsuadami.
-No taaaak-powiedział Black pokazując swobe białe równe zęby.
Po dwóch dniach(które spędziła z Blackiem i Potterem Mary pojechała na Kings Cross.
Oczywiście zajęła jakiś przedział tylko dla dziewczyn(chociaż sama już nie wieżyła że będą same). Podróż minęła jak zwykle . Nie obyło się bez krzyków Lily i żartów Pottera. Uczta była taka sama jak zawsze. Na początku dyrektor wygłosił swoje oryginalne przemówienie. Potem tradycyjnie pojawiły się wspaniałe potrawy. Potem wszyscy skierowali się do swoich dormitorium. Około drugiej w nocy Mary obudziła się i wyszła do Pokoju Wspólnego. Zawsze znajdzie się tam coś do jedzenia. Huncwoci naznosili tego pełno pomyślała gdy głośno zaburczało jej w brzuchu. Na stole leżało pełno słodyczy
-Głodna?
Podskoczyła na dzwięk poruszania się. Okazało się(no jak żeby inaczej) że to tylko Black wstaje z kanapy przy kominku.
-Czy ty zawsze musisz na mnie wpadać
-Chyba tak-odpowiedział z uśmiechem-jakoś nie mogę spać
-No to ci dotrzymam towarzystwa
Siedzieli na kanapie chyba z godzinnę zajadają słodycze.
-Dobra idę spać-powiedziała w końcu Mary
Black odprowadził ją pod dormitorium
-Tak chyba też się położe.
Zbliżył się do niej i wykonał taki ruch jakby chciał ją przytulić. Mary odsunęła się.
-Syriuszu nie zrozum mnie źle ale... ja traktuję cię jak kumpla i niech tak pozostanie...
Black nic tym nie zrażony położył jej ręce na biodrach
-A jeżeli ja nie chcę żeby tak zostało -zamruczał w jej uchoZaczął rękami masować jej plecy i brzuch. Mary poczuła jak zaczyna całować jej szyję. Ręce zchodziły mu coraz niżej. W końcu poczuła je na swoich pośladkach. Nie wiedziała co robić . Nie wiedziała co czuje do niego. Właśnie w tej chwili miała ochotę go pocałować...
Zaczął jej rozpinać koszulę nocną i wtedy poczuła od niefo alkohol. Jak mogła o tym nie pomyśleć. PrzeciezPotter na pewno przelał Whisky do butelek po piwie kremowym. Sama wypiła chyba ze trzy. Nagle otrzeźwialła
-Syriuszu chodź odprowadzę cię do pokoju.
Zaprowadzilą go do pokoju a sama wrócoła do swojegoi od razu usnęła. Rano obudziła się z potwornym bòlem głowy. Czekala na nią jeszcze jedna nie spodzianka. Dokładnie na jej łóżku....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz